Przejdź do treści

Krytyka (WIKIPEDIA)

Historia > Monachium

Krytyka akcji odbicia zakładników
Autor Simon Reeve, jako jeden z wielu, stwierdził, że strzelanina z dobrze wyszkolonymi członkami Czarnego Września pokazała katastrofalny brak przygotowania ze strony niemieckich władz. Byli nieprzygotowani do podołania zaistniałej sytuacji. Ta kosztowna lekcja doprowadziła bezpośrednio do utworzenia w ciągu prawie 2 miesięcy niemieckiej jednostki specjalnej GSG-9. Autorzy zgadzają się, że władze niemieckie popełniły szereg błędów. Po pierwsze, z powodu restrykcji w niemieckiej konstytucji RFN, armia nie mogła brać udziału w działaniach na terenie Niemiec podczas pokoju. Odpowiedzialność zrzucono całkowicie na monachijską policję i władze Bawarii. Wiadomo również, że pół godziny przed przybyciem terrorystów i zakładników na lotnisko Fürstenfeldbruck, liczba terrorystów była większa niż pierwotnie sądzono. Pomimo tych nowych informacji, Schreiber uparcie zdecydował kontynuację akcji według dotychczasowego planu. Informacje o liczbie terrorystów nie dotarły do snajperów, jako że nie mieli radia. W czasie operacji snajperskich, powszechną zasadą jest użycie odpowiedniej liczby snajperów (co najmniej dwóch na każdy znany cel, czyli w tym przypadku dziesięciu) którzy powinni zneutralizować jak największą liczbę celów przy pierwszej próbie.
W filmie „Sekundy od katastrofy” (National Geographic Channel, 2006) poświęconego wydarzeniom w Monachium w 1972 r., przedstawiono pogląd, że helikoptery powinny lądować bokiem oraz na zachód od wieży kontrolnej. Manewr ten zapewniłby snajperom wolną linię strzału do terrorystów, zaraz po tym jak otworzyliby drzwi helikopterów. Zamiast tego helikoptery wylądowały przodem do wieży na środku pasa startowego. Dało to terrorystom nie tylko możliwość ukrycia się po rozpoczęciu wymiany ognia, ale także sprawiło, że „Snajper 1” oraz „Snajper 2” byli na linii ognia trzech pozostałych snajperów, ustawionych w wieży kontrolnej. Snajperzy z powodu niekorzystnego ustawienia helikopterów, a także przewagi liczebnej dobrze uzbrojonych terrorystów, nie mieli zbyt wielu dogodnych możliwości do strzału.
Według autorów programu, sztab kryzysowy składał się z bawarskiego ministra spraw wewnętrznych, Bruno Merka, ministra spraw wewnętrznych RFN Hansa-Dietricha Genschera oraz szefa monachijskiej policji Manfreda Schreibera – dwóch polityków i tylko jednego specjalisty. W programie wspomniano, że rok przed igrzyskami Schreiber brał udział w podobnej akcji z udziałem zakładników (nieudany napad na bank). Rozkazał on wtedy aby jeden ze strzelców strzelił do jednego z napastników, który był akurat ranny. W wyniku tego złodzieje zabili jedną z zakładniczek. Schreiber został oskarżony o doprowadzenie do nieuzasadnionych ofiar. W czasie śledztwa oczyszczono go z zarzutów, ale autorzy programu sugerowali, że wcześniejszy przypadek miał wpływ na jego osąd w czasie akcji podczas igrzysk. Jak wspomniano wcześniej, pięciu niemieckich snajperów na lotnisku Fürstenfeldbruck nie miało kontaktu radiowego, ani pomiędzy sobą, ani z dowództwem akcji. Przez to nie mieli oni możliwości skoordynowania ostrzału. Jedynie trzech snajperów w wieży kontrolnej miało kontakt z Georgiem Wolfem, który leżał obok nich wydając im rozkazy. Dwóch snajperów na płycie lotniska dostało niejasne instrukcje, by strzelać wtedy gdy zaczną pozostali snajperzy. W efekcie w czasie akcji byli oni zdani jedynie sami na siebie.
Dodatkowo snajperzy nie mieli odpowiedniego uzbrojenia do takiej akcji antyterrorystycznej. Karabiny Heckler & Koch G3 zostały uznane przez kilku ekspertów za nieodpowiednie do strzałów na dystansie z jakiego prowadzono ostrzał. G3, standardowa broń Bundeswehry w tym czasie, miała 20-calową lufę. Broń z lufą o długości 27 cali zapewniłaby bardziej dokładne prowadzenie ognia. Żaden z karabinów nie był wyposażony w urządzenia optyczne lub na podczerwień. Dodatkowo żaden ze snajperów nie był uzbrojony w stalowy hełm i kamizelkę kuloodporną. Żaden z transporterów opancerzonych nie dotarł na lotnisko przed akcją i zjawiły się one dopiero długo po rozpoczęciu wymiany ognia.
W czasie akcji popełniono również wiele błędów taktycznych. Jak wspomniano wcześniej, „Snajper 2", ustawiony za wieżą sygnalizacyjną, znalazł się bezpośrednio na linii ognia snajperów z wieży kontrolnej, bez żadnego sprzętu ochronnego. Nikt inny nie znał też jego pozycji. Z tego powodu „Snajper 2" nie wystrzelił ani jednego pocisku dopóki w czasie wymiany ognia, jeden z terrorystów (Khalid Jawad) nie zaczął uciekać pieszo, odkrywając przy tym miejsce ukrycia snajpera. „Snajper 2" zabił porywacza, ale został jednocześnie ciężko ranny przez jednego z policjantów, który nie był świadomy, że strzela do jednego ze swoich kolegów. Jeden z pilotów, Ganner Ebel, leżał obok „Snajpera 2" i również został ranny przez policjantów. Zarówno Ebel, jak i snajper przeżyli akcję i wyleczyli się z ran.
Żaden z policjantów przebranych za członków załogi Boeinga 727 nie został ukarany za opuszczenie swojego posterunku. Wielu policjantom i członkom służby granicznej których producenci filmu „Jeden dzień we wrześniu” poprosili o wywiad, zagrożono utratą pensji jeśli zdecydowaliby się na to. Niektórzy z autorów uważali, że w taki sposób władze niemieckie chciały zatuszować własne błędy. Wiele z błędów popełnionych przez Niemców w czasie akcji zostało wytkniętych przez Heinza Hohensinna, który brał w niej udział, ale przeszedł na wcześniejszą emeryturę, więc nie miał pensji do stracenia.


Wróć do spisu treści